Powrót do listy postów

Inwestowanie

Po co to wszystko - Początek

05.06.2026

Po co to wszystko? Zaczynamy od prawdy

Znasz ten typ człowieka. Wstaje wcześnie. Zna się na swoim fachu lepiej niż większość ludzi w firmie. Robi kursy, zdobywa certyfikaty, dokłada godziny, bierze na siebie odpowiedzialność, której inni się boją. Rzemieślnik w najlepszym tego słowa znaczeniu — ktoś, kto tworzy realną wartość własną głową i własnymi rękami.

A mimo to sufit wisi nisko. Zawsze o jedno piętro za nisko.

To nie jest tekst o narzekaniu. To pierwszy wpis, w którym chcę Ci uczciwie powiedzieć, po co zakładam tę społeczność, tego bloga — i dlaczego uważam, że stać nas na znacznie więcej niż na przeciętność, którą przyjęliśmy jako normę.

Moja droga — krótko i bez lukru

Przez lata robiłem dokładnie to, co „należy". Pracowałem ciężko. Inwestowałem w edukację i w zawodowe certyfikaty. I to działało — kariera się rozpędzała, kolejne szczeble przychodziły szybciej, bo za każdym stała realna wiedza i realny wysiłek. Odniosłem zawodowy sukces, z którego jestem dumny.

Ale w pewnym momencie zderzyłem się ze ścianą, której nie da się przebić samą pracą. Chodzi o awans do klasy średniej — nie tej „na papierze", tylko tej rozumianej po europejsku: z poduszką finansową, z majątkiem, który pracuje, z realnym marginesem swobody. Okazało się, że można biec coraz szybciej i wciąż stać w tym samym miejscu.

Wtedy zrozumiałem dwie rzeczy.

Pierwsza: chcę zbudować coś własnego. Niekoniecznie po to, żeby od razu zarabiać więcej — ale po to, żeby mieć satysfakcję, kontrolę i niezależność. To trzy waluty, których nie wypłaci Ci żaden pracodawca.

Druga: jeśli ludziom wokół mnie będzie się żyło lepiej, mnie też będzie się żyło lepiej. To nie idealizm. Silniejsze otoczenie to lepsze pomysły, lepsze kontakty, lepsze biznesy i mniej ludzi, którzy próbują wyrwać kawałek dla siebie kosztem innych. Dlatego to nie jest projekt „mój" — to projekt „nasz".

Uczciwe spojrzenie w lustro

Lubimy powtarzać, że system nas mija i wykorzystuje. W wielu miejscach to prawda — o tym jeszcze nieraz napiszę. Ale zanim wyślemy rachunek światu, warto spojrzeć na własne podwórko, bo liczby mówią rzeczy niewygodne.

Jako Polacy oszczędzamy mało. Nasza stopa oszczędności odbiła ostatnio do około 10% — najwyżej od lat — i to dobra wiadomość. Zła jest taka, że średnia unijna to około 15%, a w Niemczech, Czechach czy Francji ludzie odkładają blisko dwa razy więcej niż my. Do tego jesteśmy jednym z najbardziej „gotówkowych" narodów Europy — trzymamy w gotówce, w relacji do wielkości gospodarki, mniej więcej dwa razy więcej niż przeciętny Europejczyk. Prawie połowa tego, co odkładamy, leży na kontach bieżących i w gotówce, gdzie powoli zjada to inflacja, zamiast dla nas pracować.

Innymi słowy: nie tyle jesteśmy okradani, co sami zostawiamy pieniądze na stole.

Zamiast wieszać psy — policzyć

Ulubiony sport ostatnich lat to narzekanie na bogatych i na fundację rodzinną. „Znowu przywilej dla swoich". Owszem — fundacja rodzinna (działa u nas od 2023 roku) to potężne narzędzie: majątek wniesiony do niej jest neutralny podatkowo, bieżące zyski są nieopodatkowane dopóki w niej zostają, a najbliższa rodzina fundatora dostaje wypłaty bez PIT. Nawet niedawna próba zaostrzenia tych zasad utknęła po wecie prezydenta, więc preferencje zostają w mocy. I tak — w praktyce to rozwiązanie głównie dla ludzi, którzy mają już spory majątek albo firmę do przekazania.

Tylko co z tego, że będziemy na to narzekać? Nic. Zero. To niczego nie zmienia w naszym portfelu.

A teraz druga strona medalu, o której mało kto mówi: państwo stworzyło przywileje skrojone również pod nas. Nazywają się IKE i IKZE. Na IKE możesz w 2026 roku wpłacić ponad 28 tysięcy złotych rocznie i legalnie nie zapłacić od zysków ani grosza „podatku Belki". IKZE dodatkowo obniża Ci podatek już w rozliczeniu PIT. To jest nasza wersja podatkowego przywileju — dostępna od ręki, dla zwykłego pracownika.

I tu pointa, która boli: większość z nas tych limitów nawet nie zbliża się do wypełnienia. Trudno więc płakać, że ktoś ma fundację rodzinną, skoro własnego, darmowego przywileju nie wykorzystujemy.

W kolejnym wpisie rozłożę to na czynniki pierwsze — czym dokładnie są IKE i IKZE, jak krok po kroku założyć konto inwestycyjne i jak realnie liczy się korzyść. Bez żargonu, konkretnie.

O czym będzie ten blog

Sercem tego, co tu robię, jest moja własna droga w nauce inwestowania na giełdzie. Będę ją prowadził na żywo, uczciwie i przejrzyście — z sukcesami i z błędami.

Konkretnie zajmiemy się:

Po drodze będę rozbrajał miejskie legendy o giełdzie i finansach. Bo ten świat wcale nie jest tak skomplikowany, jak chcą Cię przekonać ci, którzy zarabiają na Twoim strachu. Będę go odczarowywał — kawałek po kawałku.

Czego się po mnie NIE spodziewaj

Powiem to wprost już na starcie, żeby nie było niejasności.

Nie będę kolejnym guru. Nie powiem Ci, co masz zrobić ze swoimi pieniędzmi. Nie będziesz kopiował moich ruchów na giełdzie — bo kopiowanie cudzych transakcji to nie jest strategia, to loteria. Nie sprzedam Ci nic niewartego kursu za grube pieniądze.

Będę uczciwy do końca: nie wykluczam, że kiedyś stworzę jakiś produkt, bo koniec końców chcę w jakiś sposób monetyzować tę pracę. Mówię o tym otwarcie, na początku, bo tak się gra fair. Ale to będzie raczej „coś ekstra" niż ściąganie ludzi po to, żeby chować każdą sensowną informację za paywallem. Wartość zostaje po tej stronie, za darmo.

I jeszcze jedno, ważne: to, co tu przeczytasz, to edukacja i moje doświadczenie — nie porada inwestycyjna skrojona pod Ciebie. Decyzje o własnych pieniądzach zawsze podejmujesz sam. Moja robota to dać Ci wiedzę i narzędzia, żebyś podejmował je świadomie.

Po co to wszystko

Bo nie zgadzam się na to, żeby uczciwa, ciężka praca kończyła się na niskim suficie. Bo wolność — finansowa i osobista — nie jest czymś, co się dostaje. Jest czymś, co się buduje: krok po kroku, decyzja po decyzji, razem z ludźmi, którzy ciągną w tę samą stronę.

Zaczynamy od prawdy, liczb i konkretów. Jeśli to brzmi jak Twoja bajka — zostań. Będzie się działo.